czwartek, 4 sierpnia 2011

Bransoletki w barwach ziemi.

Bransoletki, wdzięczny temat. Robi się szybko bo rozmiary mają niewielkie, a kształty nieskomplikowane. I podczas krótkich chwil wolnych miedzy wakacyjnymi wyprawami są idealnym wyżyciem twórczym. Guziki w mim pudełku przydasiów od dawna juz krzyczały: Zrób coś z nami! Zrób coś z nami! No i doczekały się.

W tej skromnej odsłonie szydełko miało niewiele do powiedzenia. Jedynie manewry kosmetyczne. Tylko moje krępe paluszki miały co robić :D

Ta kreatura wymagała więcej narzędzi i zamysłu kompozycji. Ale chyba się udało. Włóczka drapiąca bo to mieszanka wełny i lnu naturalnego. Guziki, te największe przeleżały wiele lat w pudełku. Są starsze nawet od moich dzieci! Ale uwielbiam je, były przez kilka lat dekoracją swetra mojej mamy, i zawsze ich wygląd kojarzył mi się ze smakiem migdałów...hmmmm mam smaka na migdały.


A rewers wygląda tak: 


I na osłodę moja pachnąca NERINE postanowiła znowu zakwitnąć.

W doniczce są trzy odnogi tego "kwiecia" teraz kwitnie druga, ale dzisiaj rano zauważyłam że trzecia też już puszcza pęd kwiatostanu. Szkoda ze nie mogę zamieścić tutaj jej słodkiego zapachu.

2 komentarze:

  1. Twoje szydełkowe bransoletki, dla mnie mają swój nieodparty urok. Zrób jeszcze takie, jak kiedyś, chyba na candy :)
    Ściskam czule :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Gdzie się podziewasz, bardzo długo Cię nie widziałam na blogu! Wpadnij tu ;)

    OdpowiedzUsuń